Drugie życie roweru


Zapraszam do przeczytania rozmowy z

 PAWŁEM WRÓBLEWSKIM

CZŁOWIEKIEM WIELU TALENTÓW I PASJI

 

Paweł jest studentem, didżejem, tworzy świetną muzykę klubową, techno, gra w klubach i porywa do zabawy setki warszawskich (i nie tylko) korpo-, studento – i innych ludków.

Paweł jest też pasjonatem ichtiologii i nadawania drugiego życia starym rowerom ( w myśl zasady zero waste), a prywatnie sympatycznym, zdolnym i przystojnym synem naszych stowarzyszeniowych kolegów.

Poznajcie Pawła i jego przygodę ze starymi rowerami

 

Paweł, skąd u Ciebie zainteresowanie odnawianiem rowerów?

 

Moja pasja do rowerów zaczęłą się kilka lat temu, kiedy zauważyłem, że moi koledzy jeżdżą na starych „szosach”. Bardzo lubiłem jeździć na rowerze, jednak nudziły mnie duże i często ciężkie rowery górskie.

,, Kolarki ‘’ pozwalały na szybką jazdę i były bardzo lekkie. Ponieważ nie miałem wiedzy o serwisie i remontowaniu rowerów, postanowiłem namówić tatę na zakup starej „szosy”. Trafiła nam się niesamowita okazja, bo w nasze ręce wpadła stara włoska kolarka w niebieskim kolorze. Rower był w opłakanym stanie. Jednak to nie zniechęciło mnie, do tego, aby ją wyremontować. Przez rok zapoznawałem się z mechaniką i budową roweru. Był to niesamowity czas spędzony w naszym domowym warsztacie. Bardzo dużo się wtedy nauczyłem. Czytałem poradniki i pozyskiwałem wiedzę od serwisantów w sklepach rowerowych. Zauważyłem że rowery szosowe mają wiele cech odróżniających je od innych jednośladów i nie były to tylko cechy wyglądu lecz budowy i mechaniki. Z każdym dniem moja wiedza powiększała się coraz bardziej. Projekt niebieskiej kolarki stał się moim własnym projektem. Mój tata widząc, że bardzo dobrze sobie radzę, pozostawił mi rower do wykończenia. Poczułem się jak amerykański mechanik samochodowy, który buduje maszynę swoich marzeń. Po kilku tygodniach w warsztacie, moja praca dobiegła końca a efekt przerósł moje oczekiwania. Jazdę testową wykonywałem z uśmiechem na twarzy, bo to właśnie ja przywróciłem do życia „szosę”, która mogła zostać oddana na złom.

Moja przygoda nie skończyła się na tym jednym projekcie, a światło dzienne ujrzy wkrótce nowy rower, który zupełnie będzie się różnić od poprzedniego. Jako pasjonat rowerów szosowych mam nieskończone ilości pomysłów do wykonania, co pozwala mi realizować się w moim hobby.

Czyli nadawanie nowego życia rowerom wymaga zaangażowania, mnóstwa czasu i pracy…Czy polecasz taką przygodę?

 

Jeśli macie trochę wolnego czasu, uwielbiacie rowery i macie swój mały domowy warsztat to warto zakupić stary rower, który zyska drugie życie. Będziecie mieli niesamowitą satysfakcję ze swojej pracy i przywrócicie na koła kawałek historii.

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.